poniedziałek, 22 maja 2017

Merlin, Kanapka i Szynka

Joann Sfar, José-Luis Munuera, „Merlin. Kanapka z Szynką”
Wielki czarnoksiężnik Merlin też był kiedyś dzieckiem. Naprawdę! Może trudno wam w to uwierzyć, ponieważ zazwyczaj jest przedstawiany jako potężny mag, starszy pan z długą, siwą brodą i w spiczastym kapeluszu. Ale nie da się inaczej – on też zaczynał od bycia berbeciem. W dodatku bardzo niesfornym i zupełnie nieradzącym sobie z magią – przynajmniej według Joanna Sfara. Znany francuski autor komiksów stworzył serię poświęconą właśnie młodziutkiemu Merlinowi, który razem z dwójką przedziwnych kompanów, ogrem Kanapką i zaklętym w wieprza czarodziejem Szynką, przemierza dawną Anglię, pakując się co chwilę w tarapaty i bezlitośnie rozśmieszając czytelników. To pozycja nie tylko dla wielbicieli Sfara, komiksów przygodowych czy Merlina. I nie tylko dla tych, którym na myśl o kanapce z szynką cieknie ślinka. To świetna zabawa dla każdego, bez względu na wiek i zainteresowania czytelnicze. Warto spróbować!

Joann Sfar, José-Luis Munuera, „Merlin kontra Święty Mikołaj”
Wśród trzech głównych bohaterów komiksu (a przynajmniej dwóch pierwszych wydanych w Polsce tomów) najważniejszy jest oczywiście Merlin - przyszły potężny czarnoksiężnik i powiernik króla Artura. W komiksie jest to młody chłopak, który lubi spędzać czas z kolegami, zdarza mu się psocić i wpadać w tarapaty. Nie do końca panuje nad swoimi mocami. Razem z nim podróżuje ogr Kanapka, którego przezwisko wzięło się stad, że jadał kanapki z dziećmi na śniadanie. I zapiekanki z dzieci. I inne dziwne potrawy ogrów. Na szczęście Merlin uniknął tego nieciekawego losu. Obiecał nauczyć Kanapkę czytać, a ogr z wdzięczności został jego sługą (a później przyjacielem). Wesołą trójkę uzupełnia wieprz Szynka, a konkretniej - wielki czarodziej zaklęty w wieprza. Przez rzucony na niego czar nie pamięta wielu zaklęć, ale gdy coś mu się przypomina, stara się przekazać to Merlinowi. Szynka widzi siebie jako mentora całej grupy, choć bliżej mu raczej do rasowego lenia. Z takim towarzystwem nie grozi wam nuda!

Ogr Kanapka w pogoni za jedzeniemKrótką charakterystykę głównych bohaterów znajdziecie na stronie redakcyjnej każdego tomu. Z kolei na pierwszej planszy (i na końcu każdego tomu) zawsze pojawia się smok - to właśnie on opowiada nam historię Merlina, Kanapki i Szynki. A właściwie nie nam, tylko swoim smoczym dzieciom. My tylko przy okazji wszystkiemu się przysłuchujemy (czy raczej - przyczytujemy).

W pierwszym tomie, zatytułowanym „Merlin. Kanapka z Szynką”, losy bohaterów splatają się już na samym początku. Razem wędrują, przeżywając różne przygody, wzloty i upadki, szukając niesfornej księżniczki i próbując ujarzmić magiczne moce. Komiks aż skrzy się od humoru i niespodziewanych zwrotów akcji. Fabuła mknie naprzód niczym rozpędzona lokomotywa i nigdy nie wiadomo, co czai się za rogiem. Z chęcią opowiedziałabym wam dokładniej o perypetiach tej nietuzinkowej trójki, ale nie chcę psuć wam radości z samodzielnego odkrywania merlinowego świata.

Fragment sceny kąpieli
Dodam tylko, że komiks, mimo iż skierowany głównie do młodych czytelników, nie jest tak do końca „poprawny” i ugrzeczniony. Znajdziecie tu rozmaite smaczki, odniesienia do popkultury i literatury, sceny niepokorne, a nawet... szczyptę nagości. Nie obawiajcie się jednak, drodzy rodzice, wasze pociechy zobaczą co najwyżej kilka kobiecych pośladków. Scena ta jest wyjątkowo zabawna i absurdalna zarazem - gdy Szynka wpada do łaźni, zauważa go starsza dama pilnująca kąpiących się w zamku młodych dziewcząt. Kobieta woła straże, krzycząc: „Nagi mężczyzna w książce dla dzieci!” (którym jest właśnie wieprz Szynka, nagi oczywiście z natury). Starsza dama kontynuuje: „Ocenzurować to! Ale już!” i straże rzucają się w pościg. Kapitalne! Z jednej strony pełno w tym komiksie prostych żartów, przez które dzieci na pewno będą miały ubaw po pachy (nie krzywcie się, dorośli, wy też byliście kiedyś dziećmi i śmialiście się z podobnych rzeczy), a z drugiej strony jest wiele żartów zawoalowanych i zabawnych odniesień, które wyłapią wyłącznie (lub głównie) dorośli. Dla każdego coś śmiesznego.

Początek drugiego tomu
Sfar co jakiś czas puszcza oczko do czytelnika, ale także w warstwie graficznej znajdziemy rozmaite odwołania (np. do Mary Poppins). Komiksowa rozrywka nabiera dzięki temu nowego, głębszego wymiaru, czytelnik staje się odbiorcą bardziej aktywnym, wyobraźnia pracuje na zwiększonych obrotach, a kąciki ust co chwilę unoszą się do góry w szczerym rozbawieniu. „Merlin” wymyka się z szufladek. Może spodobać się nie tylko dzieciom i młodzieży, lecz także dorosłym - mi spodobał się bardzo. Co prawda swoją przygodę ze Sfarem rozpoczęłam od poważniejszych pozycji, ale perypetie Merlina stoją obok nich i zajmują tak samo ważne miejsce na moim regale. Po prostu „Kot Rabina” to lektura na inny czas, inny nastrój, a „Merlin” na inny. Komiks o przygodach czarodzieja, świni i ogra nie skłania do głębokich filozoficznych przemyśleń, ale pozwala dostrzec różne absurdy naszej rzeczywistości. I dobrze się pośmiać!

Zresztą w samej lekkiej rozrywce również nie ma nic złego. Ona też jest nam potrzebna - i to bardzo! Sami autorzy musieli się świetnie bawić przy tworzeniu tej serii. Czuje się to na każdej planszy, w każdym kadrze, każdym dymku i grymasie twarzy bohaterów. Tłumaczka także zafundowała nam smaczki od siebie, ale szczegółów nie będę zdradzać - poszukajcie ich sami, w oparach absurdalnego, slapstickowego humoru i w akcji pędzącej jak stado wygłodniałych gepardów na polowaniu.

Zupa, który wywróci wszystko do góry nogami
Drugi tom, zatytułowany „Merlin kontra Święty Mikołaj”, to dalsze perypetie trójki zwariowanych bohaterów. Tym razem nie szukają niesfornej księżniczki, lecz małego Świętego Mikołaja. Za sprawą ich dziwnej zupy przemienia się on w Mikołaja dużego i złego, który porywa dzieci (ostatecznie stanie się z nimi coś niezwykle ciekawego). Wszystko, co pisałam o tomie pierwszym, humorze, akcji, smaczkach, odnosi się także do tomu drugiego. Już na samym początku pojawia się kadr, który skradł moje serce. Gdy bohaterowie chcą ugotować zupę, Merlin przegląda regały z książkami i mówi: „Modlitewnik, biblia... Tu w ogóle... Nie ma prawdziwych książek... O! Jest! Kucharska!”. Majstersztyk! Przepisu na zupę jednak nie zdradzę, bo jest dość... osobliwy. Napiszę tylko tyle, że bierze w nim aktywny udział zadek Szynki. Zresztą dziwacznych potraw jest tu więcej, w pewnym momencie trafiamy bowiem do wioski Kanapki, a w ogrzym menu znajdują się naprawdę paskudne potrawy, czasem dość makabryczne (np. penne z niemowlęcym pesto i przaśny bigos ze strupkami z kolan).

Mały Mikołaj trochę urósł...
Za scenariusz komiksu odpowiedzialny jest genialny Joann Sfar, znany polskim czytelnikom m.in. dzięki takim publikacjom, jak „Kot Rabina”, „Sokrates półpies”, „Profesor Bell”, „Wampir” czy „Nie musisz się mnie bać”). Tutaj Sfar prezentuje coś zupełnie innego, lekkiego, zabawnego, do poczytania dla relaksu lub dla poprawienia sobie humoru po ciężkim dniu. Jeśli oczekujecie komiksu filozoficznego, bardziej poważnego i z charakterystyczną dla Sfara rozedrganą kreską, tutaj tego nie znajdziecie. Sfar w „Merlinie” nie jest poważny - jest szalony! A swobodne, lekkie ilustracje José-Luisa Munuery świetnie to literackie szaleństwo uzupełniają i uwypuklają. Jego kreska ciągle jest w biegu, podkreśla gesty, fantastycznie wyraża emocje. Mimika twarzy bohaterów jest bardzo dynamiczna i wyrazista (przyjrzyjcie się ich oczom, grymasom twarzy). Z każdego kadru bije niesamowita energia, widać szalony pęd, zaskoczenie, niefrasobliwość. Czuje się zew przygody!

Sfar i Munuera to dla tego komiksu połączenie idealne. Żywiołowe, przekomiczne i rozbudzające niesamowity apetyt na więcej. Wspaniale skrojone postaci, które szybko zdobywają serce czytelnika, bardzo dobrze rozrysowane, dynamiczne sceny, wartka akcja i kapitalny humor sytuacyjny. Czego chcieć więcej? Nie oczekiwałam od „Merlina” tego samego, co od „Kota Rabina”. Jeśli podejdziecie do tego komiksu właśnie w taki sposób, szykując się po prostu na przednią zabawę, na pewno się nie rozczarujecie - nawet jeśli dziecięco-młodzieżowe opowieści awanturnicze wydają się wam lekturą nieodpowiednią w waszym wieku.

W swojej kategorii ta seria rozbija bank! A przynajmniej dwa pierwsze tomy. Całość liczy sobie sześć części. Z wielką niecierpliwością czekam na przekłady kolejnych.


Joann Sfar (scenariusz), José-Luis Munuera (rysunek), Julia (kolor), „Merlin. Kanapka z Szynką” (oryg. Merlin: Jambon et Tartine), wydawnictwo Znakomite 2015, 46 s., cena: 30 zł.

Joann Sfar (scenariusz), José-Luis Munuera (rysunek), Julia (kolor), „Merlin kontra święty Mikołaj” (oryg. Merlin: Contre le père Noël), wydawnictwo Znakomite 2015, 48 s., cena: 35 zł.

Komiksy na stronie wydawcy:
http://znakomite.co/products/merlin-1-kanapka-z-szynka
http://znakomite.co/products/merlin-2-merlin-kontra-swiety-mikolaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz