piątek, 28 grudnia 2012

Mus jabłkowy na sercowe zmartwienia

Janosch, „Na pociechę coś pysznego. Gotuj z Misiem i Tygryskiem”Czy wiecie, że na kłopoty sercowe najlepszy jest pachnący cynamonem i cytryną mus z jabłek? Owoce koniecznie w liczbie dziewięciu sztuk! A czy wiecie, że misie i tygryski oraz inne zwierzaki potrafią fantastycznie gotować? Bohaterowie opowiadań Janoscha, bo o nich właśnie mowa, mają swoje ulubione dania, które dobrze jest zjeść, gdy nam smutno albo gdy mamy wilczy apetyt. W książce „Na pociechę coś pysznego” zdradzają sekretne przepisy, z których mogą skorzystać nawet najmłodsze dzieci. Jest mądrze, zabawnie, smakowicie i nietuzinkowo.
Janosch to pseudonim Horsta Eckerta, niemieckojęzycznego autora opowieści dla dzieci i grafika urodzonego w Zabrzu. W wieku czternastu lat został wraz z rodzicami wysiedlony do Niemiec, a obecnie mieszka na Teneryfie. Podobno jest milionerem, ale śpi w skromnej chatce na hamaku, słuchając szumu fal. Właściwie jest to bardzo przyjemna wizja... Wokół autora narosło wiele tajemnic i niedopowiedzeń. Jest antyklerykałem. W 2011 r. świętował osiemdziesiąte urodziny. Wciąż tkwi w nim tęsknota za śląskim miastem, w którym przyszedł na świat. By zarobić na jedzenie, zaczął układać teksty do swoich ilustracji i tak powstały jego książki. Na pseudonim literackiego debiutu wybrał imię Janusz, ale niemiecki drukarz popełnił drobny błąd w podpisie...

Wnętrze książki, Miś przygotowuje mus jabłkowyJanosch jest najbardziej znany z cyklu opowieści o zwierzętach, w których szczególną rolę grają Miś i Tygrysek. Pisze o przyjaźni, miłości, chorobie, odpowiedzialności, marzeniach i radości życia. Jego historie mają niewątpliwie wymiar edukacyjny, dużo w nich życiowych prawd i filozoficznych przemyśleń, ale podanych zgrabnie i przystępnie. Styl książek, zarówno tekstów, jak i ilustracji, jest specyficzny i zapewne nie każdemu przypadnie do gustu. Janosch nie jest oczywisty i typowy. Jego bohaterowie, choć są postaciami dziecięcymi, czasem zdają się nad wyraz dojrzali. Mnie kreska Janoscha urzekła – jest trochę przekorna i niedopieszczona. W domkach bohaterów nieraz panuje rozgardiasz, z sufitu zwisają na sznureczkach różne przedmioty, inne leżą po prostu na ziemi lub przypięte są do ścian. Meble oraz garnki wyglądają na mocno wysłużone. Świat kreowanych w tych książkach nie jest sterylny i sztucznie dopieszczony, cukierkowy. Jest pełen prawdziwej mądrości, ciepła i dobrej zabawy w gronie przyjaciół. Mnie taka konwencja i nieco absurdalny humor autora bardzo odpowiadają.

W opowieściach o Misiu i Tygrysku często pojawia się motyw jedzenia. Bohaterowie gotują i pałaszują, bo przecież każdy potrzebuje jedzenia. Musiała więc w końcu powstać książka z przepisami. Na początku tej historii Tygrysek jest bardzo smutny, ponieważ widział, jak jego ukochana Maja Papaja pocałowała Kreta. Miś przygotowuje mu na pociechę mus z dziewięciu jabłek, najlepszy na sercowe zmartwienia: „Pokrajał jabłka, wydrążył gniazda nasienne i razem ze skórką wrzucił do garnka, bo skórka jest bardzo zdrowa. Dodał nie za dużo wody, ale za to łyżkę stołową cukru i gruby plasterek cytryny, bo cytryna też jest bardzo zdrowa. Wrzucił jeszcze laseczkę cynamonu i goździk. Wszystko razem zmiksował i mus jabłkowy gotowy”. Cieszy mnie podkreślanie walorów zdrowotnych skórki z jabłek oraz cytryny, ale radzę przed miksowaniem wyciągnąć laseczkę cynamonu i goździk albo użyć świeżo zmielonych przypraw.

 Wnętrze książki, wizyta u węglarza
Pyszny mus od razu poprawia samopoczucie, więc Tygrysek wsiadł na swój rower i ruszył na przejażdżkę. Odwiedził biednego węglarza, u którego zjadł ziemniaki w mundurkach. W tym miejscu pojawia się fragment dotyczący ciężkego losu węglarzy, którzy pracują w pocie czoła, by dostarczyć tani węgiel bogatym ludziom, potrzebny im do grillowania na garden party. Może trochę to za poważne i zbyt dosadnie ujęte, jak na opowieść dla dzieci... Dalej czytamy, że „Biedni węglarze jedzą ziemniaki z solą, ale Tygryski i inne ważne osoby dostają do każdego ziemniaka po kawałeczku masła. Bo każdy tygrys lubi sobie na wizycie dobrze zjeść, a biedni ludzie chętnie dzielą się jedzeniem ze swymi gośćmi”. Ta sytuacja jest trochę kłopotliwa. Biedny węglarz dzieli się tym, co ma – godne pochwały. Ale Tygrysek nie głoduje i właściwie to on mógłby przynieść coś smacznego węglarzowi, zamiast stołować się u niego. Poruszane przez Janoscha trudne tematy mogą być dobrym punktem wyjścia do rozmowy z dzieckiem. I może właśnie po to pojawił się w książce ów opis, aby zmusić czytelnika do głębszych przemyśleń... Jeśli uznacie, że jakiś fragment jest dla dziecka (jeszcze) nieodpowiedni, po prostu skorygujcie go podczas lektury lub pomińcie. Kontrowersje mogą też wzbudzić niektóre ilustracje, w tej książce np. Miś i Tygrysek siedzący podczas jedzenia na stole lub Zając trzymający w pyszczku fajkę.

Tygrysek wędruje także do Grubego Niedźwiedzia, u którego je rewelacyjny posiłek z trzech dań: zieloną sałatę z pomarańczą i oliwą oraz podsmażane ziemniaki z niedźwiedzią bieda zupą. Pamiętam taką z dzieciństwa, nazywaliśmy ją wodzianką – jest naprawdę prosta i pyszna. Koniecznie spróbujcie! Sam Tygrysek przygotowuje raz obiad dla Misia, ale większość potraw przyrządza właśnie Miś. W książce pojawiają się gorące banany po karaibsku – z miodem i trzema zmielonymi ziarnami pieprzu („bo liczba trzy dobrze kojarzy się z pieprzem”) oraz smażone pstrągi w sosie migdałowym. Tygrysek nie chce jeść ryb, ponieważ wcześniej pływał z nimi w rzece i uważa je za przyjaciół. Zając wegetarianin również nie chciał pstrągów, więc Miś przyrządził wspaniałe „ogrodowe pstrągi” – z marchewek. Niestroniący od ryb Jeż porwał wszystkie pstrągi i zjadł je sam, po czym rozbolał go brzuch. Tak trudno oprzeć się pokusie... U Misia i Tygryska gotowała też Maja Papaja, gdy wyjaśniła się już sprawa feralnego pocałunku. Przygotowała na śniadanie „specjalną paszę treściwą dla leśniczych i kłusowników”, czyli zboża z bakaliami i owocami, znane nam jako müsli. Książkę kończy wielka makaronowa uczta u Cioci Gąski, która serwuje „wściekłe jedzonko” (spaghetti diavolo z ostrym sosem i sałata po włosku).

Wnętrze książki, makaronowa uczta u Cioci GąskiKażdej potrawie towarzyszą „ukryte” ważkie przemyślenia natury egzystencjalno-filozoficznej albo cenne uwagi dotyczące gotowania. Na przykład takie: miód jest zdrowszy od cukru, cynamon dobrze wpływa na samopoczucie, szczypta soli poprawi smak ryżu z mlekiem. Czasem wystarczy odrobina przyprawy lub dodatkowy składnik, aby urozmaicić codzienny posiłek. Jedzeniem trzeba się dzielić. Przejadanie się jest niezdrowe. Należy postępować zgodnie z recepturą, by wszystko udało się idealnie. Janosch zdecydowanie promuje zdrowe produkty: warzywa i owoce, pełnoziarnisty chleb, zboża, miód. Jednak w dwóch przepisach – na spaghetti i grzyby – pojawia się jako niezbędny składnik nieszczęsna kostka bulionowa (lub zamiennie bulion w proszku). Ale może autor miał na myśli ekologiczną kostkę, bez glutaminianu sodu tudzież innych okropności? Mam taką nadzieję.

W książce „Na pociechę coś pysznego” znajdziecie szesnaście prostych przepisów niejako wplecionych w opowieść o Misiu, Tygrysku oraz ich przyjaciołach. Prezentowane dania z łatwością przygotują nawet najmłodsze dzieci, choć pomoc dorosłych będzie w niektórych przypadkach niezbędna. Czytanie o przygodach ulubionych bohaterów i gotowanie jedzonych przez nich posiłków to ogromna frajda! Jeśli znacie twórczość Janoscha, na pewno pokochacie również tę książeczkę. A jeśli jest to wasze pierwsze zetknięcie z autorem, będzie tym bardziej smakowite! Może po lekturze wasze dziecko, albo nawet wy sami, powiecie tak jak Tygrysek: „Jutro będę potrzebował porządnej paszy treściwej, bo mam zamiar wykonać wielką rundę dookoła świata i rozkoszować się życiem”.


Janosch, „Na pociechę coś pysznego. Gotuj z Misiem i Tygryskiem” (oryg. Bei Liebeskummer Apfelmus. Ein Kochbuch für die Lust am Leben), Znak 2009, 40 s., cena 23,90 zł.