niedziela, 2 lipca 2017

Niezłe Ziółko!

Joanna Krzyżanek, „Ignaś Ziółko gotuje. Przygoda w młynie”
Joanna Krzyżanek napisała wiele smakowitych opowieści dla dzieci. Chyba najbardziej znany jest cykl książek o Cecylce Knedelek, pełen zabawnych historii i ciekawych przepisów. Teraz Cecylce wyrasta mocna konkurencja, bowiem na wydawniczą arenę wkracza Ignaś Ziółko, który również lubi gotować. „Przygoda w młynie” to pierwszy tom nowego cyklu Joanny Krzyżanek, który zapowiada się bardzo apetycznie. Na pewno spodoba się młodym czytelnikom i zachęci do gotowania.


Na początku książki poznajemy Ignasia Ziółko oraz jego psa, Kminka, który lubi śnić o mandarynkach. Krzyżanowska przedstawia także rodzinę chłopca, ale w dość nietypowy sposób. W całej książce nie zobaczycie ich twarzy, ponieważ wszyscy ciągle się gdzieś spieszą i nie ma nawet czasu, by ich w całości narysować. Rodzina Ignasia została zaprezentowana za pomocą ich kulinarnych preferencji lub umiejętności. Przykładowo mama codziennie chrupie marchewkę, dziadek potrafi ugotować mleko bez wykipienia, a siostra Ignasia, Lucynka, nie lubi jajek na miękko. Wszystko tu kręci się wokół jedzenia.


Młyny Teofila i Balbiny

Pewnego razu Ignaś znalazł na strychu tajemniczą księgę o niezwykle apetycznym tytule „Bardzo smaczna księga”. Znajdowała się w niej instrukcja, by czytać tylko jedną opowiastkę dziennie, inaczej wszystkie pozostałe historie znikną z księgi bezpowrotnie. Kiedy Ignaś przeczytał na głos tytuł pierwszej historii – „Przygoda w młynie, czyli znikające myszy” – razem ze swoim psem w sposób magiczny przeniósł się do… młyna! Cali w mącznym pyle, zostali uznani przez młynarzową Balbinę za bardzo duże, wręcz ogromne myszy, które trzeba szybko wytępić. Jednak młynarz Teofil, który ma serce miękkie jak świeża drożdżowa bułeczka, wcale nie chciał pozbywać się z młyna swoich mysich pomocnic. Planował rozkoszować się ciepłym rogalikiem z malinową konfiturą, jednak żona nalegała, by zajął się natychmiast mysim problemem. Następnego dnia w młynie pojawił się nawet kot… Jak to się skończyło? Przeczytajcie sami.

Przykładowe strony z książki

Oprócz zabawnej, zaskakującej opowiastki, w książce znajduje się wiele praktycznych informacji. Dzieci dowiedzą się, jak działają młyny, jak powstaje mąka (od zasiania ziarna przez rolnika aż do zmielenia go na mąkę) oraz jak zbudowane jest ziarno. Ale to nie wszystko. Krzyżanowska wymienia różne rodzaje mąki, jakie powstają w młynie, zaczynając od najbardziej popularnej pszennej, na amarantusowej i orzechowej kończąc. Wspomina o wpływie mąki jasnej i ciemnej na konsystencję ciasta, a także o właściwościach mąk zawierających gluten.


Bezglutenowy niedosyt

Przy glutenie zatrzymam się na dłuższą chwilę, ponieważ jest to temat bardzo mi bliski. Cieszę się, że powstają kolejne książki choćby wspominające o diecie bezglutenowej. A tym bardziej cieszą publikacje dla dzieci. Jednak poruszanie w nich tematu bezglutenowości ma jeden minus – skrótowość. Z jednej strony to zrozumiałe, dzieci i tak mogą nie zrozumieć bardziej szczegółowych informacji, ale z drugiej strony dla osób chorych na celiakię ścisła dieta bezglutenowa to konieczność, a jej nieprzestrzeganie może grozić bardzo przykrymi konsekwencjami. Dla celiaka nie każda mąką naturalnie bezglutenowa, np. kukurydziana czy ryżowa, jest bezpieczna. I nie każdy znak przekreślonego kłosa to bezpieczeństwo gwarantuje. Niektórzy producenci żywności zamieszczają na opakowaniach takie znaki wykonane samodzielnie, a tymczasem jedyną gwarancją bezglutenowości produktu w Polsce jest obecność na opakowaniu licencjonowanego międzynarodowego symbolu Przekreślonego Kłosa (można go zobaczyć tutaj).

Przykładowe strony z książki

Zabrakło mi w książce kilku zdań więcej, choćby jednej dodatkowej strony tekstu na końcu, przeznaczonego nawet nie dla dzieci, lecz dla rodziców, którzy w razie potrzeby mogliby dzieciom co nieco dopowiedzieć. Zresztą dorośli – jeśli w ich rodzinie nie ma osób na diecie bezglutenowej – często sami nie wiedzą o glutenie nic albo niewiele więcej poza tym, co mogli usłyszeć lub przeczytać w mediach (a co niekoniecznie zawsze jest merytorycznie poprawne). Nie wiedzą, czym różnią się celiakia, alergia na gluten i nadwrażliwość na gluten. Nie rozumieją, jak poważne problemy i zagrożenia dla chorych generują te choroby, a konkretniej zetknięcie się chorego z glutenem. Nie wiedzą, w jak różnych produktach, nie tylko typowo mącznych, jak np. chleb czy ciastka, gluten może się znajdować.

Autorka wymienia w książce mąki bezglutenowe: kukurydziana, jaglana, ryżowa, amarantusowa i gryczana. Nie jest to do końca prawda. Oczywiście, są to mąki naturalnie bezglutenowe, ale w trakcie procesu produkcyjnego lub pakowania może dojść do ich zanieczyszczenia glutenem (dlatego dla celiaków tak ważny jest licencjonowany znak Przekreślonego Kłosa, czyli producencka gwarancja bezglutenowości, monitorowana przez Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej). Mąkami naturalnie bezglutenowymi są także wspomniane wcześniej przez Krzyżanek, ale niewymienione jako bezglutenowe, mąki z fasoli, komosy, kasztanów jadalnych i orzechów oraz pojawiająca się w jednym z przepisów mąka z teff. Jest jeszcze mąka owsiana, która również może być bezglutenowa (jeśli posiada wspomniane oznaczenie).

Przykładowe strony z książki

Jestem na diecie bezglutenowej i bezmlecznej od kilku lat, a moja sytuacja nadal jest bagatelizowana i nierozumiana, nawet przez osoby z najbliższego otoczenia. Dlatego uważam, że należy pisać o nietolerancjach pokarmowych (także teksty dla dzieci), ale warto napisać coś więcej niż dwa lub trzy bardzo ogólne zdania. Nie chodzi mi wcale o naukowe opracowanie, bo gluten to temat naprawdę rozległy i można o nim pisać bardzo długo, nie wyczerpując zagadnienia, ale kilka dodatkowych zdań pozwoliłoby zminimalizować wątpliwości czytelników czy ewentualne problemy zdrowotne, jeśli kolega upiecze koleżance-celiaczce ciastka z mąki ryżowej, w dobrej wierze i w przekonaniu, że każda mąka ryżowa jest bezglutenowa i dla celiaka bezpieczna. Za nie do końca ścisłe i poprawne przedstawienie kwestii glutenu daję autorce minus. Potrawy bezglutenowe mają się pojawiać w każdym tomie z tej serii i właśnie pierwsza część, ta o młynie, stanowiła idealną okazję, by temat nieco rozwinąć, tak by nie było żadnych niedomówień.


Porady i przepisy

W dalszej części książki pojawiają się krótkie kuchenne porady dla małych kuchcików i kuchareczek. Dzieci dowiedzą się m.in. o tym, jak przechowywać mąki, płatki i kasze oraz w jaki sposób przygotowywać foremki do pieczenia ciast, by wyjąć z nich bezproblemowo gotowe już wypieki. Autorka pisze również o sprawdzaniu terminu przydatności do spożycia, myciu jajek przed użyciem i zachowaniu bezpieczeństwa w kuchni.

Przepis na myszobuły młynarzowej

Ostatnia część książki to przepisy kulinarne na dania i desery, w których królują mąki, kasze i płatki, czyli to wszystko, co Ignaś i Kminek zobaczyli w młynie. Wśród 21 receptur znajdziecie m.in. drożdżowe myszobuły, kukurydziane babeczki z mandarynkami, czekoladową tartę, amarantusowe ciasteczka, pierogi z kaszą gryczaną i fetą, polentę z borówkami, faszerowaną paprykę, orzechowiec, pizzę, chleb kasztanowy, ryżowe naleśniki czy drożdżowe kluchy gotowane na parze. Przepisów oznaczonych jako bezglutenowe jest sześć. Tyle samo przepisów zawiera drożdże. Receptury są dosyć proste, dzięki czemu dzieci mogą przygotować potrawy samodzielnie lub z niewielką pomocą dorosłych. Przy każdym przepisie podana jest lista składników oraz opis przygotowania podzielony na punkty.

Przepis na migdałowe koty Ignasia

Wszystkie dania zostały zilustrowane zdjęciami, może niezbyt wyrafinowanymi, ale z dodatkowym smaczkiem w postaci drewnianych domków w tle, wśród których znajduje się także młyn. Strony z przepisami są zilustrowane drobnymi rysuneczkami, które mają ułatwiać przygotowanie potraw, np. pokazując, jak zwinąć ciasto w rogalik, wycinać ciastka foremką albo lepić pierogi.

Podoba mi się to, że autorka do aromatyzowania potraw używa świeżej mięty i soku z pomarańczy, poleca także używanie jajek od podwórkowej kury (przynajmniej w niektórych przepisach). Trochę jednak szkoda, że nie ma tu mowy o zdrowszych, naturalnych zamiennikach cukru albo o tym, by czytać etykiety produktów spożywczych i wybierać te najmniej przetworzone, bez niekorzystnych dla zdrowia dodatków (przykładem może być używanie niesiarkowanych moreli). Być może uznacie, że to by było za dużo, jak na książkę dla dzieci, ale ziarno zdrowego odżywiania zostałoby przynajmniej zasiane w młodych umysłach.


Wiewiurka wymiata!

Bardzo podobają mi się ilustracje Zenona Wiewiurki. Chwaliłam tego artystę niedawno za ilustracje w książkach tej samej autorki („Kot Papla i mleko” oraz „Kot Papla i kluski”) i tutaj również należą się słowa uznania. Styl Wiewiurki bardzo dobrze komponuje się z opowieścią. Ilustracje są zabawne, przewrotne i lekkie. Babcina filiżanka kawy (lub herbaty) z posiekaną natką pietruszki – fenomenalna! Urocze myszki, śmieszny pies Kminek, cudownie różowa młynarzowa Balbina i młynarz Teofil z dziwnie odstającym z jednej strony uchem wspólnie z Ignasiem i kotem tworzą barwną kompanię. Niektóre fragmenty tekstu zostały wydrukowane innym krojem czcionki, większym i kolorowym. Podstawowy krój czcionki w opowieści nie za bardzo mi się podoba, zdecydowanie lepszy i bardziej czytelny jest ten wykorzystany w przepisach (a konkretniej w opisie przygotowania potraw).

Przepis na drożdżowe kluchy na parze

Za przepisami znajdziecie cztery strony przepiśnika, czyli miejsce na zapisanie własnych receptur. Na samym końcu książki jest spis treści, łącznie z przepisami. Ogólnie książka sprawia przyjemne wrażenie. Format 19,5 x 24,5 cm, twarda oprawa z wybiórczym lakierem, także na grzbiecie, dodają atrakcyjności. Na obu wyklejkach zadomowiły się psotne myszki – koniecznie sprawdźcie, co tam wyprawiają. Bardzo lubię tego typu ilustracyjne smaczki.


„Ignaś Ziółko gotuje. Przygoda w młynie” to całkiem niezłe książkowe ziółko. Warto się nim zainteresować. Dzieciom na pewno spodoba się połączenie opowieści oprószonej mąką z kulinarnymi poradami, ciekawostkami i przepisami. To publikacja, dzięki której dzieci mogą przygotowywać rozmaite potrawy samodzielnie lub rodzinnie. Wspólne gotowanie może być fantastyczną przygodą, rozbudzającą kulinarną pasję albo zachęcającą niejadki do posiłku. Bardzo cieszy mnie to, że autorka opowiedziała właśnie o młynie, ponieważ dziś mało kto o młynach pamięta. Mam nadzieję, że dzieci zechcą spróbować zrobić w domu mąkę, np. w młynku do kawy czy blenderze, choćby taką z orzechów, jak zachęca Krzyżanek.

Z tyłu na okładce widnieje zapowiedź kolejnego tomu w serii – „Przygoda u świętego Mikołaja”. Jestem bardzo ciekawa, co będzie motywem przewodnim tej opowieści. Może korzenne przyprawy? A może tradycyjne potrawy świąteczne?



W skrócie...

PLUSY
+ pogodna, przygodowa opowieść dla dzieci
+ młyn jako miejsce akcji
+ wyjaśnienie funkcjonowania młyna, powstawania mąki, budowy ziarna
+ proste przepisy kulinarne dla dzieci
+ garść porad dla młodych kuchcików i kuchareczek
+ używanie jajek od podwórkowej kury
+ promowanie wspólnego, rodzinnego gotowania
+ zwrócenie uwagi na temat glutenu i dodanie przepisów bezglutenowych
+ ładne ilustracje Zenona Wiewiurki

MINUSY
- pobieżne, nieprecyzyjne potraktowanie tematu glutenu
- brak promowania zdrowych zamienników cukru, czytania etykiet



Joanna Krzyżanek, „Ignaś Ziółko gotuje. Przygoda w młynie”, il. Zenon Wiewiurka, seria Ignaś Ziółko Gotuje, Debit 2017, 96 s., cena: 27,90 zł.

Książka na stronie wydawcy: http://wydawnictwo-debit.pl/ignas-ziolko-gotuje/414-ignas-ziolko-gotuje-przygoda-w-mlynie.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz