
Jako pisarka Bela Hertz jest znana przede wszystkim z cyklu powieści autobiograficznych, które obecnie, po kilkudziesięciu latach od „premiery”, wznawia wydawnictwo W.A.B. Jednym tchem przeczytałam trzy tomy wspomnień Stachowicz: „Małżeństwo po raz pierwszy”, „Nigdy nie wyjdę za mąż” oraz „Dubo... Dubon... Dubonnet”. Lektura jest szalenie absorbująca, pełna barwnych opisów życia w okresie międzywojnia i mniej lub bardziej skomplikowanych sytuacji, od których Bella była specjalistką. Wrażenie jest tym mocniejsze, gdy uświadomimy sobie, w jakich czasach żyła autorka. W jej książkach cały czas coś się dzieje, jedna anegdota przechodzi w drugą. Dodatkowo w każdym tomie można znaleźć interesujące smaczki, jak na przykład opisy jedzonych w domu posiłków albo wizyt w kawiarniach i restauracjach. Może nie ma tych „kulinarnych” fragmentów zbyt wiele i zazwyczaj są dość krótkie, ale razem budują ciekawy obraz tamtych lat zarówno w kwestii zaopatrzenia prywatnych spiżarni i kuchennych tradycji, jak i „bywania” w lokalach gastronomicznych (tudzież w wagonach restauracyjnych, ponieważ swoje liczne podróże Bella odbywała koleją).
Oprócz wzmianek dotyczących domowego i sanatoryjnego jadłospisu, można w tej części znaleźć kilka innych kulinarnych ciekawostek. Czajka wspomina wiedeńskie restauracje, w których bywała z mężem lub profesorem. Olek nigdy nie odmawiał jej pewnej jajecznej potrawy, zwanej Keiserschmarrn, mimo iż nieco nadwyrężała ich budżet. Keiserschmarrn to popularny austriacki deser lub danie śniadaniowe – omlet cesarski, w kawałkach, oprószony cukrem pudrem i podawany z powidłami. Zupełnie odwrotne uczucia wzbudziła w Belli zupa z żółwia, którą kiedyś zamówił dla nich profesor. Nawet jej nie spróbowała. Autorka pisze też o własnych kulinarnych poczynaniach, np. o zamiarze przygotowania francuskiej zupy z zielonym groszkiem i kluseczkami. Szkoda, że nie dodała przepisu... Niestety, żadne potrawy, napoje czy jakiekolwiek zabiegi i zaklęcia nie są w stanie utrzymać Belli w jednym miejscu, a tym bardziej w jednym związku. Po pierwszych miłosnych rozczarowaniach postanawia zrobić sobie urlop od mężczyzn.

Bez względu na to, czy potrawa słodkiego, uroczego Chińczyka udała się, czy nie, uczucie Belli przemija. I to bardzo szybko. A ponieważ w jej mieszkaniu chętnie gromadzą się studenci z całego świata, a także artyści i intelektualiści, równie szybko znajduje kolejnych zalotników. Najwięcej miejsca w tej części swojego życia poświęciła węgierskiemu malarzowi Robertowi Berény, do którego atelier chodziła codziennie... jej siostra. To dzięki niemu w książce znajdziemy opis pewnej specyficznej uczty. Bella, będąc z Robertem w Getyndze, wybiera się na długi spacer. W przechadzce towarzyszy jej pocieszna gromadka okolicznych psów, do których z całą powagą przemawia i dzieli się zabranymi na drogę smakołykami. W tej części znalazł się także opis dotyczący przygotowania tradycyjnej wieczerzy wigilijnej. Bella wydaje szczegółowe dyspozycje odnośnie tego, co ma się znaleźć na stole. A na samą kolację zaprasza oczywiście wielu znajomych i przyjaciół.

Kiedy głód doskwiera już tak bardzo, że dłużej nie da się wytrzymać, szalona Bella namawia koleżankę z pracy na „występ” w kawiarni. Za otrzymane od klientów lokalu pieniądze funduje sobie prawdziwy obiad – kotlecik barani z sosem soubise i górą brązowych frytek. Wspomina pierwszego croissanta – czy sam rogalik był tak pyszny, czy to Paryż ją oszołomił? Z dumą opowiada o swojej wspaniałej kartoflance, która podbiła serca uczestników powitalnego obiadu dla Włodzimierza Majakowskiego. W końcu razem z kolegą z „Polonii” Bella otwiera pierwszą polską księgarnię we Francji. Dzięki temu przedsięwzięciu nie tylko poprawia swoją sytuację finansową, ale też poznaje nowych, ciekawych ludzi. Jest w tej książce również historia pewnego głodomora, który ma we władaniu całe miasto, lecz mimo to doprasza się natrętnie o kolejne smakołyki z niedużych zapasów Belli. Paryską część swojego życia autorka opisała z właściwym sobie humorem, ale też chyba największą nostalgią. Po latach, gdy świat tak bardzo się zmienił, musiała tęsknić do tamtego Paryża, sprzed lat, kiedy życie miało smak tak intensywny, jak nigdy wcześniej i być może nigdy później.
Izabela „Czajka” Stachowicz nie próbuje „wygładzać” swojego charakteru i milczeć na tematy dla niej niewygodne. Otwarcie pisze o tym, jak postępowała z mężczyznami, jak wpadała w kolejne tarapaty i z uśmiechem z nich wychodziła. Od jej książek wprost nie można się oderwać! Czasem zastanawiałam się, co jest prawdą, a co zmyśleniem. Ale fikcja przeplata się tu z faktami tak zgrabnie, że właściwie nie ma to większego znaczenia... Jak to możliwe, że jedna osoba przeżyła tyle nadzwyczajnych przygód i zgromadziła wokół siebie całą artystyczną (i nie tylko) śmietankę ówczesnego świata?
Wspomnienia Stachowicz raz wywołują głośny śmiech, innym razem niedowierzanie, a jeszcze za chwilę wzruszenie. Można autorce pozazdrościć emancypacji, która w tamtych czasach nie była zjawiskiem powszechnym, wykształcenia i obycia oraz swoistego czaru, który na pewno dokoła siebie roztaczała. Dzisiejszy świat i nasze codzienne zajęcia wydają się – w porównaniu z intensywnym, nieskrępowanym, czarującym światem Belli – całkowicie banalne, błahe i nieinteresujące. Ach, gdyby tak przenieść się w czasie i spotkać „Czajkę” spacerującą w parku albo pijącą niedrogie wino ze szczerym przekonaniem, że jest to najwspanialsza rzecz, jaka mogła jej się przytrafić. Tak wielkiego apetytu na życie – i jego zaspokojenia, życzę sobie i wam wszystkim. A Belusi dziękuję, że podzieliła się ze światem swoimi wspomnieniami. Niecierpliwie czekam na wznowienie kolejnych tomów.
Izabela Czajka-Stachowicz, „Małżeństwo po raz pierwszy”, W.A.B. 2012, wyd. II, 320 s., cena 39,90 zł.
Książka na stronie wydawcy: www.wab.com.pl/?ECProduct=1361
„Nigdy nie wyjdę za mąż”, W.A.B. 2012, wyd. II, 288 s., cena 36,90 zł.
Książka na stronie wydawcy: www.wab.com.pl/?ECProduct=1362
„Dubo... Dubon... Dubonnet”, W.A.B. 2012, wyd. II, 336 s., cena 39,90 zł.
Książka na stronie wydawcy: www.wab.com.pl/?ECProduct=1419