środa, 7 czerwca 2017

Przeżuj to sam! Cybopaci, saboskryberki i wjedzący

John Layman (scen.), Rob Guillory (rys.), „Chew 1: Przysmak konesera” i „Chew 2: Międzynarodowy smak”
Już od pierwszego zdania będę rozpływać się w zachwytach: „Chew” to absolutnie genialna seria komiksowa – kryminalno-kulinarna, z dużą dawką czarnego humoru i i postapokaliptycznego klimatu, z rządowymi spiskami i restauracyjnym podziemiem oraz szczyptą miłości i kosmiczności. W ostatnim czasie oderwała mnie od wszelkich innych lektur. Szalony, nieprzewidywalny scenariusz, świetnie skrojone postaci, kapitalna, karykaturalna i nieco toporna kreska oraz rozsiane niemal na każdej stronie smaczki, których nie wolno przegapić. Pochłonęłam pierwszych sześć tomów tak szybko, że teraz pozostaje mi chyba czytać od nowa, by dotrwać do premiery kolejnej części. Bardzo polecam wszystkim wielbicielom komiksów, zagadek, niecodziennych przysmaków, pokręconych bohaterów i odjechanych wizji przyszłości. Fanom kurczaka z rożna i w panierce, recenzentom kulinarnym i strażnikom miejskim. Miłośnikom egzotycznych owoców, buraków i zaskakujących zwrotów akcji. Tony Chu zaprasza was do swojego świata!

John Layman (scen.), Rob Guillory (rys.), „Chew 3: Delicje deserowe” i „Chew 4: Flambirowanie”
Detektyw Tony Chu żyje w dziwnym świecie – świecie po epidemii ptasiej grypy, która zabiła 23 miliony osób w samych Stanach Zjednoczonych, a 116 mln na całej Ziemi. W efekcie tej tragedii został wprowadzony całkowity zakaz hodowli i sprzedaży drobiu, co oczywiście nie podoba się licznym fanom rosołu i pikantnych skrzydełek. Jak wiadomo to, co zakazane, smakuje najlepiej, a Amerykanom bardzo brakuje soczystych piersi z kurczaka i nóżek w chrupiącej panierce. Nielegalna hodowla i sprzedaż drobiu, tak jak podziemny światek restauracyjny serwujący dania z kontrabandowego kurczaka, rozwijają się w najlepsze, a Chu zostaje przeniesiony do wydziału przestępstw szczególnych amerykańskiego departamentu do spraw żywności i leków (FDA) – najpotężniejszej na całym tym bezkurczakowym świecie organizacji strzegącej prawa. Jej funkcjonariusze mają ręce pełne roboty! Badają najdziwniejsze i najbardziej paskudne sprawy, w tym oczywiście te dotyczące zakazanego drobiu.

John Layman (scen.), Rob Guillory (rys.), „Chew 5: Śniadanie z mistrzów” i „Chew 6: Babeczki nie z tej ziemi”
Tony Chu trafia do FDA nieprzypadkowo. Ma niezwykły dar. Jest cybopatą, co oznacza, że gdy zje na przykład jabłko, odbiera mentalne wrażenia, dzięki którym potrafi stwierdzić m.in. gdzie i w jakich warunkach rósł dany owoc oraz czym był opryskiwany. Jeśli Tony zje kiełbaskę, jego wizje będą, z oczywistych względów, bardziej przykre. Ale Chu, na swoje nieszczęście, jest zmuszony wykorzystywać swój niezwykły dar także w dużo mniej przyjemny sposób. Zdarza się (nawet dość często), że kosztuje martwe zwierzęta lub ludzi, czasem nieżyjących już od bardzo dawna, których ciała znajdują się na miejscu zbrodni lub mogą doprowadzić do przełomu w prowadzonym przez FDA śledztwie. Wystarczy kęs palca, żeby Tony zobaczył, kto zabił ofiarę i z jakiego powodu. Krzywicie się z niesmakiem? Uwierzcie, że nasz bohater wcale nie jest z tego powodu szczęśliwy. Tym bardziej, że jedyną rzeczą, którą może jeść bez doświadczania wizji są… buraki. Buraki i nic więcej. To tyle jeśli chodzi o czerpanie przyjemności z jedzenia.

Tony nie jest jedynym „utalentowanym inaczej” bohaterem serii. Już w pierwszym tomie poznajemy Masona Savoya, który również jest cybopatą, a także Amelię Mintz – saboskryberkę, czyli osobę, która potrafi pisać o jedzeniu tak doskonale, z taką precyzją i wyrazistością, że ludzie czytający jej teksty mają wrażenie, jakby sami smakowali opisywane przez nią posiłki. Najczęściej jest to dla czytającego przyjemne, ale talent Mintz działa w dwie strony. Jeśli napisze o czymś, co smakuje źle… Lepiej tego nie czytać. W kolejnym tomie pojawia się glina-cyborg i podrasowany superkogut Poyo (którego później będzie jeszcze więcej) oraz cybolokutor Fatanyeros – niemowa od urodzenia, który porozumiewa się wyłącznie przez swoje dania i jest tak niesamowicie zdolny, że przełożył na potrawy wszystkie dzieła Szekspira! Dziwną mieszankę uzupełniają wjedzący (wie tym więcej, im więcej zje), sabopiktor i wiktuwizażystka. Bądźcie jednak pewni, że to nie koniec dziwacznych zdolności. Każdy tom to nowe niespodzianki.

Przykładowe kadry z pierwszego tomu
Niby-wampir porywający „utalentowanych inaczej”, zamarznięta Rosjanka, ogniste napisy na niebie, tajemniczy klub smakosza i życie seksualne byłych supersław bejsbolu łączą się w tych komiksach w tak zgrabny sposób, że od lektury nie można się oderwać! Oprócz niecodziennych postaci znajdziecie tu również niecodzienne jedzenie, np. roślinę o nazwie galasowina, która smakuje jak kurczak albo imitujące smak drobiu żabiokury, na których chce zbić fortunę Ray Jack Montero (nie wiem dlaczego, ale ta postać kojarzy mi się z... Monsanto).

Fabuła cały czas trzyma w napięciu, każdy kolejny zeszyt i każdy następny tom układają się w spójną całość. Niektóre wątki mogą początkowo wydawać się niepotrzebne i bez znaczenia – tym bardziej, że „Chew” operuje licznymi prologami, przeskokami w czasie i alternatywnymi wizjami – ale w końcu każda rzecz, osoba, zdarzenie okazuje się być na swoim miejscu. Podobają mi się te podróże w czasie i przestrzeni. I podoba mi się połączenie w jednym komiksie tak różnych konwencji i tematów. Gliniarze, przestępcy, kanibale, kucharze i cyborgi to dla was za mało? Dorzućmy jeszcze lwy na policyjnej służbie, astronautów i całą plejadę innych postaci. Z tego pozornego chaosu i pozornego przesytu scenarzysta upichcił niesamowicie harmonijne danie.

Przykładowe kadry z pierwszego tomu
Nie zrażajcie się motywem zjadania fragmentów zwłok czy licznymi brutalnymi scenami – to wszystko naprawdę jest podane w bardzo smakowity sposób. Na pewno w dużej mierze w oswojeniu się ze specyficznie obrzydliwą tematyką pomagają świetnie pasujące do scenariusza ilustracje. Guillory postawił na kreskę nierealistyczną, kanciastą i karykaturalną. Proporcje postaci są wypaczone, a ich sylwetkom i twarzom daleko do ideału piękności. Wszystko jest tu trochę kuriozalne, horyzont nie trzyma poziomu, perspektywa często płata figle. Komiks jest graficznie bardzo dynamiczny i jednocześnie trochę groteskowy. Przyjrzyjcie się fantastycznej mimice postaci albo kadrom, na których widać walkę czy choćby uderzenie kogoś pięścią – ilustracje bardzo dobrze oddają tego typu akcje i zupełnie nie przeszkadzają tu np. wydłużone kończyny czy barki wielkości drzwi do zamku, niemal zasłaniające całą planszę. Dzięki tym wszystkim zabiegom komiks jest dość lekkostrawny, mimo wszelkich pojawiających się w nim okropności i dziwactw. Można go potraktować jako żart, pastisz różnych zmiksowanych razem gatunków.

Przykładowe kadry z drugiego tomu
Zachęcam do uważnego czytania wszystkiego, co w komiksie jest napisane i oglądania wszystkiego, co jest narysowane. Akcja jest bardzo dynamiczna i czasem możecie mieć ochotę szybko przewrócić stronę, żeby czytać dalej, ale… zanim to zrobicie, przyjrzyjcie się dobrze wszystkim kadrom. Autorzy umieścili bowiem na drugim planie mnóstwo smaczków, które warto zauważyć: wiszące na ścianach plakaty, tytuły książek, napisy na budce z lodami czy na pudłach pełnych akt, napisy na murach, notatki służbowe itp. Niektóre z nich to prawdziwe perełki. Wszystko jest tu dopracowane. Nawet dedykacje od autorów oraz notki biograficzne w każdym tomie mają inną treść (i wcale nie są nudne!). Na dokładkę na końcu każdego tomu znajdziecie dodatkowe materiały, np. szkice postaci czy projekty okładek.

Perypetie agenta Chu czytałam z zapartym tchem. To również zasługa Roberta Lipskiego, który wykonał kawał solidnej pracy przy tłumaczeniu błyskotliwych dialogów Laymana. W bardzo krótkim czasie pochłonęłam wszystkie sześć wydanych do tej pory tomów (każdy tom to zbiór pięciu zeszytów) i mam ogromną ochotę na więcej. Niezmiernie cieszy mnie fakt, że przede mną jeszcze drugie tyle. Szósty tom podobał mi się najmniej, ale liczę na to, że siódmy wróci do formy ze zdwojoną siłą, a każdy kolejny będzie równie wysmakowany!

Bardzo gorąco polecam tę serię fanom komiksów, kulinariów, kryminałów, czarnego humoru, sensacji, teorii spiskowych, apokalipsy, teleskopów, NASA, kurczaków i buraków. Wszystkim szukającym czegoś świeżego, nietuzinkowego, co czyta się z wypiekami na twarzy. Miłośnikom szybko galopującej akcji i dobrej rozrywki. Na zachętę dodam, że „Chew” otrzymał nagrody Eisnera i  Harveya, choć i tak najbardziej liczą się rzesze wiernych fanów na całym świecie.

Koniecznie przeżujcie to sami!


John Layman (scen.), Rob Guillory (rys.), „Chew 1: Przysmak konesera” (oryg. Chew: Taster’s Choice), Mucha Comics 2014, 128 s., cena: 49 zł.

John Layman (scen.), Rob Guillory (rys.), „Chew 2: Międzynarodowy smak” (oryg. Chew: International Flavor), Mucha Comics 2015, 128 s., cena: 49 zł.

John Layman (scen.), Rob Guillory (rys.), „Chew 3: Delicje deserowe” (oryg. Chew: Just Desserts), Mucha Comics 2015, 128 s., cena: 49 zł.

John Layman (scen.), Rob Guillory (rys.), „Chew 4: Flambirowanie” (oryg. Chew: Flambé), Mucha Comics 2016, 120 s., cena: 49 zł.

John Layman (scen.), Rob Guillory (rys.), „Chew 5: Śniadanie z mistrzów” (oryg. Chew: Major League Chew), Mucha Comics 2016, 120 s., cena: 49 zł.

John Layman (scen.), Rob Guillory (rys.), „Chew 6: Babeczki nie z tej ziemi” (oryg. Chew: Space Cakes), Mucha Comics 2017, 160 s., cena: 59 zł.


Komiksy na stronie wydawcy:
http://muchacomics.com/pl/p/Chew-Przysmak-konesera-tom-1/139
http://muchacomics.com/pl/p/Chew-Miedzynarodowy-smak-tom-2/146
http://muchacomics.com/pl/p/Chew-Delicje-deserowe-tom-3/154
http://muchacomics.com/pl/p/Chew-Flambirowanie-tom-4/158
http://muchacomics.com/pl/p/Chew-Sniadanie-z-mistrzow-tom-5/165
http://muchacomics.com/pl/p/Chew-Babeczki-nie-z-tej-ziemi-tom-6/176

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz