środa, 25 października 2017

Super komiks absurdo-rozbawiający

John Layman, Rob Guillory „Chew 7: Zgniłe jabłka” / recenzuje Marta Szloser

Jakiś czas temu piałam z zachwytu nad serią „Chew”, recenzując zbiorczo sześć pierwszych tomów. Pochłonęłam je błyskawicznie. Wyjątkowo tom szósty nie przypadł mi do gustu, było w nim za mało Tony’ego. Czułam niedosyt, brakowało mi tego, co było w poprzednich pięciu częściach, a moje czytelnicze cierpienie potęgowała konieczność długiego oczekiwania na kolejną część. I w końcu jest! Błyskawicznie połknęłam „Zgniłe jabłka” i z radością stwierdziłam, że poziom wraca do normy. Odnalazłam w tym komiksie zalążki wszystkich dobrych rzeczy, które tak mnie zachwyciły przy pierwszym spotkaniu z tą serią. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji skosztować „Chew”, koniecznie spróbujcie! A jeśli zastanawiacie się, czy warto sięgnąć po siódmy tom, odpowiem krótko: warto!

Uwaga, będą spoilery! Jeśli planujecie przeczytać serię „Chew” od początku (do czego gorąco zachęcam), nie czytajcie tej recenzji, a przynajmniej pomińcie pierwszy akapit.

W „Zgniłych jabłkach” Tony Chu, agent federalny i cybopata (widzi przeszłość wszystkiego, co ugryzie lub przełknie, także nieboszczyków), przechodzi zaskakującą przemianę. Cierpliwość Tony'ego się wyczerpała, a czara goryczy została przelana, gdy jego siostra, Antonella, zginęła z rąk wampira-kolekcjonera (stało się to w tomie szóstym). Tony, w poprzednich częściach trochę nadwrażliwy i nerwowy, choć wciąż dobrze wykonujący swoją pracę, zmienia się w postać bezwzględną, twardą i żądną zemsty. Nie cofnie się przed niczym. Przemiana bohatera nastąpiła błyskawicznie, z tomu na tom, ale właściwie nie ma w tym nic dziwnego. Nienawidzi „kolekcjonera” i teraz jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej chce go dorwać. Tony wraca z nową energią, która udziela się całemu komiksowi.

John Layman, Rob Guillory „Chew 7: Zgniłe jabłka” / recenzuje Marta Szloser


Fabuła, tak jak w poprzednich tomach, jest mocno pokręcona, śmieszno-makabryczna, chwilami obrzydliwa, ze szczyptą dziwacznego romantyzmu, totalnym pomieszaniem konwencji i elementami popkultury. Jak w bigosie. Każda plansza to „coś”. Nie ma tu nudnych kadrów, ciągle coś się dzieje. Akcja jest szybka, a zakręty częste, trzeba się więc mocno trzymać fotela! Oprócz wątku usilnych poszukiwań smakosza „utalentowanych inaczej” ludzi, jest w tym tomie jeszcze jedna ważna nitka. Tajemniczy i, jak się okazuje, morderczy super napój wyszczupla-energetyczny! W założeniu miał podkręcać metabolizm i przyspieszać spalanie tłuszczu, jednak u niektórych konsumentów spowodował… zgon. Co było jego przyczyną? Dlaczego po wypiciu napoju zeszli z tego świata tylko wybrani? Jaki związek z tą tajemniczą sprawą ma Kościół Boskiego Niepokalanego Jajka? I co grozi skrytym kurczakożercom? Przeczytajcie „Zgniłe jabłka”, a będzie wam wyjaśnione.

John Layman, Rob Guillory „Chew 7: Zgniłe jabłka” / recenzuje Marta Szloser

W tym tomie nie zabrakło również kolejnych cudacznych postaci, szczycących się posiadaniem osobliwych, nadnaturalnych umiejętności. Znajdziecie tu np. longovitarosa wieczerzowodziciela czy koktajlografa. Nie zdradzę, jakie są ich moce, żeby nie psuć wam zabawy. Ale o dwóch totalnie absurdalnych postaciach muszę wspomnieć, mianowicie o lagemuzykancie, który potrafi grać na… gitarze o strunach ze spaghetti (przydatna umiejętność, nieprawdaż?) oraz o Davidzie Ecclesie, który jest politykiem i jednocześnie transkonsumatorem – oznacza to, że przyjmuje postać ostatnio zjedzonego dania. Każdego, czy to pieczonego udka z kurczaka, czy kawałka dyniowego ciasta. W poziomie dziwactwa Layman osiągnął mistrzostwo.

John Layman, Rob Guillory „Chew 7: Zgniłe jabłka” / recenzuje Marta Szloser

Poza walką dobra ze złem, pragnieniem zemsty, tajemniczymi zgonami i świętą wojną wypowiedzianą kurczakożercom, w komiksie tym znajdziecie mnóstwo innych wątków, które zgrabnie się ze sobą łączą. Jak zwykle kolejne plansze aż kipią od absurdów i specyficznego humoru, jest nawet wspomniany już motyw romantyczny, choć również… specyficzny. Na tom siódmy złożyło się, tak samo jak w przypadku poprzednich części, pięć zeszytów (nr 31-35). Na samym końcu autorzy dołożyli trochę szkiców koncepcyjnych i plakat. Jak zwykle zachęcam, byście czytali i oglądali wszystko dokładnie, każdy skrawek papieru widoczny na ilustracji, napisy na plakatach, ulotkach, samochodach, koszulkach. Rob Guillory napakował swoje plansze mnóstwem dodatkowych smaczków. Czasem, żeby je zauważyć, trzeba obrócić komiks bokiem lub do góry nogami. Uwielbiam te porozsiewane wszędzie drobiazgi, które nadają „Chew” wyjątkowości i w jakimś stopniu również (w całym tym absurdzie) realności. W końcu na co dzień jesteśmy otoczeni mnóstwem rozmaitych komunikatów, napisów, reklam. W „Chew” są one po prostu dopasowane poziomem dziwaczności i ciężkiego humoru do całej serii. Dla mnie bomba!

John Layman, Rob Guillory „Chew 7: Zgniłe jabłka” / recenzuje Marta Szloser

Ilustracje Guillory’ego pasują do tej historii idealnie. Kadry są gęste i niezwykle dynamiczne, postaci trochę szorstkie, kanciaste, trochę karykaturalne, chwilami odrażające, ale mają w sobie jakiś magnetyzm… Podczas lektury tego komiksu zawsze mam wielki wewnętrzny dysonans, ponieważ z jednej strony chcę czytać jak najszybciej, pochłonąć cały tom na raz i błyskawicznie poznać wszystkie nowe pomysły autorów, a z drugiej strony chcę smakować każdy detal, napis, element w tle, wystrój wnętrza, stroje postaci, mimikę, świetnie oddany ruch. Staram się więc trochę przystopować i każdej planszy poświęcić odpowiednio dużo czasu, by żaden kąsek mi nie umknął. Tak jak w poprzednich tomach, nawet zamieszczone na samym końcu krótkie biogramy autora i ilustratora warte są uwagi – za każdym razem mają inną treść i za każdym razem niezmiennie mnie bawią.

Powrót Tony’ego w nowej odsłonie uważam za udany. I znowu będę czuć się przez kolejne miesiące jak nałogowa kurczakożerczyni na głodzie. Mam nadzieję, że kolejny tom pojawi się szybko i będzie przynajmniej tak samo dobry, jak „Zgniłe jabłka”. Albo jeszcze lepszy! Jako lekka, rozrywkowa lektura, trochę szalona i pokręcona, „Chew” sprawdza się znakomicie. Polecam tę serię każdemu, kto lubi być zaskakiwany, lubi zwariowane historie, sensację oraz czarny humor. I kurczaki!



John Layman (scen.), Rob Guillory (rys.), „Chew 7: Zgniłe jabłka” (oryg. Chew: Bad Apples), tłum. Robert Lipski, Mucha Comics 2017, 128 s., cena: 49 zł.

Komiks na stronie wydawcy: http://muchacomics.com/pl/p/Chew-Zgnile-jablka-tom-7/185

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz